Na wstępie wyrażam głęboką skruchę za to, że zaczęłyśmy tak dobrze (błagam, wszyscy pewnie wycieraliśmy ślinę spod ust, oglądając zdjęcia z posta Ani!), a potem równie szybko zniknęłyśmy. Słomiany zapał znów dał o sobie znać. Ale wracamy! I wracamy z tematem godnym samego Pudelka! Z tym, że dzisiaj osobiście przybywam, aby plotki DEMENTOWAĆ.
Postawmy sobie sprawę jasno: pisałam na swoim prywatnym blogu swego czasu, ile dobrego wynoszę z udzielania się w grupie Kings & Queens i zapewniam, że nigdy z własnej nieprzymuszonej woli nie opuściłabym grupy na więcej, niż kilka dni (co zdarzyło mi się tylko raz, kiedy ktoś zażartował ze mnie w nieodpowiedni sposób). Skąd więc moja absencja, utrzymująca się już prawdopodobnie ponad miesiąc? Podziękujcie swojej ukochanej Pani Admin (tak, z wielkiej litery, bo za taką ważną właśnie ta Pani się ma).
Nie chodzi mi o osobistą vendettę. Nie zamierzam wywlekać na światło dzienne żadnych osobistych brudów, bo to nie jest poziom, do jakiego chciałabym się zniżyć. Chcę otwarcie powiedzieć, jak było i przestać ludziom wciskać kity, że odeszłam przez natłok nauki czy pracy, tylko po to, żeby ich nie zniechęcać do grupy.
Z Kings&Queens zostałam wyrzucona po uprzedniej prośbie, żebym odeszła sama.
Była to dla mnie doprawdy żenująca sytuacja. Pojawiły się na mnie skargi, których nie mogłam przeczytać, bo zmieniono hasło do maila grupowego. Adminkę ugodziło, że śmiałam skomentować pewne zachowania na twitterze, co odebrała osobiście (choć pewnie poza nią nikt więcej by się nie domyślił, o co mi chodzi). Odniosłam też wrażenie, że wyżej wymieniona Pani ma mi niesamowicie za złe, że nie zrobiłam z niej fundamentu każdego przedsięwzięcia, za które się wzięłam w trakcie bycia członkiem grupy - a było ich kilka.
Nie jestem, nie byłam i nigdy nie będę krystalicznie czystym człowiekiem. Ale w tym momencie czuję się skrzywdzona, bo w realnym podsumowaniu, robiłam więcej dobrego, niż złego. Może i mam jakieś prywatne "ale" wobec miłościwie Wam (bo już nie mi) panującej Admince, ale czy w ten sposób wyrządziłam jakąś krzywdę grupie? Próbowałam ogarnąć trochę niesamowity burdel, jaki robił się na tej grupie i nie dlatego, że czułam jakąś potrzebę przejęcia tej społeczności, ale zwyczajnie dlatego, że mi się w tym bajzlu też źle funkcjonowało. A teraz wychodzi na to, że mam jakiś zakrzywiony obraz rzeczywistości :)
Jednak nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. Ale o zmianach i innych nowościach następnym razem ;)
Na koniec coś bardziej pozytywnego, co mi osobiście nie daje spać. Co sądzicie o tym arcydziele fotoszopa? Osobiście nie mogłabym sobie odmówić komentarza w tej sprawie, jestem po prostu zachwycona tą okładką. Nie mam pojęcia, czy to okładka płyty (oby! To by oznaczało, że prace już chylą się ku końcowi!), czy singla, ale mnie się niesamowicie podoba. Po drętwej okładce do LLF+D - bo powiedzmy sobie szczerze, że jakaś szczególnie niesamowita to ona nie była - wreszcie coś się dzieje i mam milion pomysłów na minutę, jak to zinterpretować.
Tak bardzobardzobardzo chcę ją mieć!
Tak bardzobardzobardzo chcę ją mieć!
Zwróćcie uwagę na wyrąbane w kosmos litery ze zdjęć tłumu. Czy Wy też macie wrażenie, że to kadry z CTTE?
Rany, tęskniłam za Echelonem. ;)
Rany, tęskniłam za Echelonem. ;)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz