środa, 9 września 2015

Farfalle z kurczakiem, kremowym sosem, rukolą i pomidorkami.

Uwielbiam włoską kuchnie. Te smaki i zapachy. Uwielbiam gotować. A co najważniejsze kocham tworzyć nowe dania. Dzisiaj podzielę się z wami moim przepisem na farfalle z kurczakiem, kremowym sosem, rukolą i pomidorkami. 



Składniki (2 porcje):

*150 g makaronu typu farfalle,
*1 pierś z kurczaka,
*1 szklanka gęstego jogurtu naturalnego lub śmietany 18%,
*2 łyżki oliwy z oliwek,
*2 ząbki czosnku,
*100 g startego sera żółtego Cheddar,
*pół cebuli,
*4 pomidorki koktajlowe,
*garść rukoli,
*świeża bazylia
*pieprz, sól
*przyprawy: rozmaryn, papryka słodka, zioła prowansalskie, cząber, tymianek.

Sposób przygotowania: 


1. Marynujemy kurczaka. Warto zrobić to kilka godzin wcześniej, a najlepiej dzień wcześniej. Kroimy pierś z kurczaka na drobną kostkę. Wrzucamy do miski. Dodajemy drobno posiekaną cebule, oliwę z oliwek. Doprawiamy pieprzem, solą, rozmarynem, słodką papryka, ziołami prowansalskimi, cząbrem i tymiankiem. Mieszamy i odstawiamy do lodówki. Do marynaty można dodać 2-3 łyżki czerwonego wina, aby oddać mu wyrazistości.


2. Gotujemy makaron zgodnie z zaleceniami na opakowaniu. 

3. Przygotowujemy sos. Do rozgrzanego woka wrzucamy naszego kurczaka i podsmażamy. Zajmuje to około 4 minuty. Następnie dodajemy jogurt naturalny lub śmietanę (zależy kto co lubi). Warto pamiętać, aby jogurt (śmietana) nie był zimny, tylko miał temperaturę pokojowa ą, bo nam się zważy. Dodajemy pieprz, sól, przyprawy ( zioła prowansalskie, tymianek), czosnek rozgnieciony na prasce, liście bazylii i ser. Mieszamy i gotujemy 3-4 minuty, na średnim ogniu, cały czas mieszając.




4. Po ugotowaniu makaronu dodajemy go do sosu. Mieszamy i gotujemy przez 2 minuty

5. Przekładamy gotowe danie do misek, Układamy na wierzchu świeżą rukolę i pokrojone pomidorki koktajlowe. 15 minut i gotowe.

SMACZNEGO! 

czwartek, 3 września 2015

Pokolenie Ikea

Pamiętam, jak któregoś dnia (z pewnością było to już na studiach i z pewnością na drugim roku, bo moja koleżanka M. już z nami była) usłyszałam od przyjaciółki a czytałaś już ten blog o pokoleniu ikea? i nie bardzo wiedziałam, o co chodzi. Wieczorem to wygooglowałam i spędziłam na czytaniu tyle czasu, że mało nie zaspałam kolejnego dnia na zajęcia.

POKOLENIE IKEA – ludzie, których stać na kupno mieszkania na kredyt, ale już nie stać na jego urządzenie. Pokolenie Ikea zamiast na łóżku sypia na materacu rzuconym na podłogę, zamiast szafy używa papierowych kartonów, a za kuchnię starcza mu elektryczny czajnik i zestaw chińskich zupek błyskawicznych. Cechy charakterystyczne: papierowa lampa kula z Ikea za 25 zł oraz zestaw regałów Billy po 99 zł sztuka. Pokolenie Ikea to zazwyczaj mieszkający w dużych miastach element napływowy z małych miasteczek. Większość czasu spędza w pracy. Więzi międzyludzkie utrzymuje za pomocą komputera. Jego marzenia to stały i niczym nieograniczony dostęp do internetu. W sieci spotyka swoich partnerów seksualnych, w sieci się z nimi kłóci i przez sieć ich rzuca. 

To zdecydowanie nie jest blog dla ludzi, którym się wydaje, że społeczeństwo nadal jest ułożone, celem życia jest założenie rodziny, To jest kawałek przyjemnego czytania dla osób z dystansem do świata.

 Gdyby pół roku temu ktoś mi powiedział, że książka Pokolenie Ikea mnie tak wciągnie, nie uwierzyłabym. Ale to jest kawał dobrej, relaksującej literatury. Nie jest to może ukochany przez wszystkich Coelho i jeśli oczekujecie czegoś wzniosłego i uduchowionego, to w tej książce tego nie znajdziecie. Życie jej bohaterów niby nie jest takie zwyczajne (nie oszukujmy się - kto z nas jest prawnikiem, którego stać na sprowadzane z Francji trufle?), a z drugiej strony jest tak przyziemne, że aż zabawne. Korpo-jedzenie-seks-sen, tak można w skrócie podsumować to życie. Ale to nie jest też kolejna wersja 50 Twarzy Greya. Pokolenie czyta się lekko, przyjemnie i z uśmiechem na ustach. I powiem Wam jedno - ta książka jest brutalnie szczera i brutalnie prawdziwa.

Nie zrozumcie mnie źle. Nie twierdzę, że w życiu chodzi tylko o to, żeby mieć pieniądze do wydania i kogoś do łóżka (żeby się nie wyrazić dosadniej), bo aż tak na poważnie tego brać nie można. Ale czy cytat na powyższym obrazku nie jest prawdziwy? Jest! Przynajmniej w moim przypadku - już z cztery lata jestem na diecie pt. "nie powinnam była jeść tego wafelka, ale on mnie tak kusił..." i powiem Wam, że podpiszę się pod powyższym cytatem obiema rękami.

Jest powód, dla którego pierwszym postem na blogu jest post o książce. Nie chcemy, żeby to był kolejny blog tylko o fatałaszkach, kosmetykach za niebotyczne kwoty, na które połowy naszych czytelniczek nie będzie stać i generalnie taką promocją pustostanu. Tylko nie myślcie sobie, że z drugiej strony będziemy promować wyłącznie kulturę wyższą. Chcemy po prostu uchylić Wam drzwi do naszego świata. A skoro czytelnictwo zawsze promowałam i promować będę, to właśnie dlatego witam Was w swoich skromnych progach książką, którą przeczytać warto. Choćby po to, żeby się momentami pośmiać. Bo śmiech to zdrowie, a zdrowia nigdy za wiele! ;)



~*~
A tak z innej beczki, to nie zapominajmy o urodzinach naszego drogiego Tomo! Echelon w nazwie bloga zobowiązuje, a my oczywiście pamiętamy!